W ostatnim czasie często słychać oskarżenia o nepotyzm, czy kolesiostwo, kierowane pod adresem ludzi obstawiających dobrze płatne i znaczące stanowiska w państwie. W przypadku wielkiej polityki nie specjalnie się tym interesowałam, w przypadku małej - niespecjalnie wierzyłam. Jestem z natury łatwowierna, nie oceniam, a tym bardziej nie oskarżam dopóki sama nie zobaczę czegoś na oczy. No i zobaczyłam. Jako młode dziewczę, ledwo po studiach, postanowiłam rozejrzeć się za pracą. Ponieważ legitymowałam się dyplomem uczelni wyższej z trzema literkami bez kropki, celowałam w pracę biurową. Mieszkam w małym miasteczku, więc możliwości były ograniczone. Po wysłaniu kilkudziesięciu CV i odbyciu kilkunastu rozmów kwalifikacyjnych w oko wpadło mi ogłoszenie o naborze na stanowisko inspektora ds. dodatków mieszkaniowych w lokalnym urzędzie gminy. Złożyłam aplikację. Po dwóch dniach odebrałam telefon. Pani sekretarka cierpkim głosem oznajmiła mi, że rozmowa kwalifikacyjna odbędzie się wtedy i...