Przejdź do głównej zawartości

Podwyżka bez podwyżki

Był w naszym urzędzie burmistrz, od wielu lat ten sam. Miał już swoich pupilów, którym uchodziło więcej niż innym, miał też lepsze i gorsze humory, ot, szef jak szef. Zdarzyło się, że zaszłam w ciążę, a było to u schyłku jego ostatniej kadencji. Kiedy rozkojarzenie się nasiliło, a mdłości spowodowały, że żyłam o suchym chlebie i wodzie, zmuszona zostałam do wzięcia zwolnienia lekarskiego. Nie da się skupić nad dokumentami, kiedy brzydzi Cię każdy zapach wnoszony przez klientów i koleżanki z biura, kiedy każdy dźwięk kołacze się w głowie niczym bas w dyskotece, a na samą myśl o jedzeniu odechciewa się żyć. Kiedy leżałam już w domu błagając, żeby ktoś mnie dobił, na zwolnienie odeszła również koleżanka w już zaawansowanej ciąży. W międzyczasie nastała zmiana warty, poprzedni burmistrz odpuścił kandydowanie, w jesiennych wyborach zwyciężył nowy, dla którego była to pierwsza kadencja. Po około trzech miesiącach pracy uszczęśliwił swoich podwładnych podwyżkami, i to dość znacznymi. Koleżanka i ja zostałyśmy w tych podwyżkach pominięte, w końcu szef nie miał okazji jeszcze poznać, jak pracujemy. Cóż, trzy miesiące to faktycznie wystarczająco dużo czasu, żeby dokładnie dowiedzieć się, czym który pracownik się zajmuje i na ile mu to wychodzi, zwłaszcza, że część ma stanowiska samodzielne i nie zdarza się, aby pojawiali się u niego, aby referować swoje poczynania czy prosić o podpis pod efektami swoich poczynań. Czym zatem podpadła koleżanka, która została zatrudniona na zastępstwo na moim stanowisku, że nawet minimalną podwyżką uszczęśliwiona nie została? Do dziś nie mogę tego pojąć.
Kiedy koleżanka kadrowa wróciła do pracy po macierzyńskim, natychmiast dostała podwyżkę, aby nie czuła się pokrzywdzona w porównaniu z innymi pracownikami. Mało tego, podwyżkę odczuła już w pierwszej pensji, musiała więc błyskawicznie wykazać się przydatnością i rzetelnością i dać się zauważyć. Ja wróciłam do pracy jakieś pól roku później. Jesienią. W końcówce września. Czekam miesiąc, czekam drugi, czekam trzeci... Minęły Święta, minął styczeń... cóż, chyba za słabo pracowałam. Dopiero w lutym coś zaczęło się w tym kierunku dziać. Zostałam poproszona o rozmowę przez szefową. Tak, chciała mi dać podwyżkę, bo przecież wszyscy dostali. Ba, chciała mi nawet dać większą podwyżkę, pod warunkiem, że wezmę od Flądry jedno sprawozdanie, bo Flądra ma bardzo dużo pracy. Taaa... Podobno łatwe i niezbyt czasochłonne, tylko upierdliwe - RB-WSa Wydatki strukturalne. Cóż, w domu miałam małe dziecko, niani oddawałam cała pensję, jak tu się nie zgodzić. Dostałam 600 zł z zastrzeżeniem, że oczekuje się ode mnie rzetelnej pracy. Tak, koniecznie musiał mi to powiedzieć. Niby więcej, bo koleżanka pokazała mi swoją podwyżkę - miała 500 zł. Ale byłoby zbyt pięknie, gdyby wszystko było jak trzeba. Podwyżkę dostałam z wyrównaniem, a jakże, ale od stycznia, czyli byłam 3 pensje w plecy, łącznie 1500 zł, gdybym dostała tyle co wszyscy. Szefowa i szefu nie przewidzieli jednego - wkrótce zostały uchwalone zmiany w ustawie o finansach publicznych oraz uchylone rozporządzenie w sprawie szczegółowej klasyfikacji wydatków strukturalnych, dzięki czemu zostałam ze stówką podwyżki, na którą nie muszę już dodatkowo pracować. Stracone 1500 zł odzyskam po ponad roku.

Komentarze