Co roku na przełomie stycznia i lutego mam okazję obserwować ciekawe zjawisko związane bezpośrednio z doręczaniem w tym okresie decyzji wymiarowych na podatek od nieruchomości (rolny i leśny pomijam, bo w gminie miejskiej, takiej jak moja, stanowia margines). Otóż przynajmniej raz dziennie wpada do naszego biura mniej lub bardziej zbulwersowany klient dzierżąc w wyciągniętej dłoni decyzję właśnie. I czego klient żąda? A no wykreślenia z decyzji zmarłego współmałżonka. Aby wzmocnić siłę przekazu zawzięcie wymachuje aktem zgonu, a na pytanie o postępowanie spadkowe - karpik. Nalezy tu wyjasnić, że sam fakt, że współwłaściciel zmarł, nie powoduje, że stosunek współwłasności zniknął. Ideałem byłoby przeprowadzenie postępowania spadkowego i wpisanie spadkobierców do księgi wieczystej prowadzonej dla nieruchomości, a następnie zgłoszenie się spadkobierców do urzędu gminy w celu złożenia informacji podatkowej. W praktyce ludzie nie regulują spraw spadkowych przez lata, po upływie których mają pretensje do urzędników, że zmarli wciąż figurują w dokumentach, a często bywa i tak, że spadki są przyjęte i podzielone, ale nikt nie kwapi się do poinformowania o tym fakcie organu podatkowego. O ile o zmianach we własności wynikających z czynności cywilnoprawnych informują organy podatkowe starostwa powiatowe, tak o regulacjach spadkowych nikt nie zawiadamia, choć sądy powszechne taki obowiązek mają.
Inny przykład: "Pani, ale ja sprzedałem ten dom pół roku temu. Dlaczego pani mi decyzję wysłała?" No dlaczego? A właśnie dlatego, że pan o sprzedaży nie zawiadomił, na co miał 14 dni i ani dnia więcej.
Inna sprawa to wprowadzanie klientów w błąd przez lokalnych notariuszy, którzy na pytanie klienta, czy powinien gdzieś zgłosić fakt nabycia czy zbycia nieruchomości, niezmiennie odpowiadają, że nie, bo oni już sami wysyłają odpisy aktów do wszystkich instytucji. Niedawno jednak zawitali do naszego biura młodzi małżonkowie zaopatrzeni przez notariusza w wiedzę, że trzeba uregulować kwestię wymiaru podatku od nieruchomości. Bardzo nas zainteresowało, który notariusz poszedł w końcu po rozum do głowy. Cóż, notariusz był z Koszalina. Można? A no można.
Inny przykład: "Pani, ale ja sprzedałem ten dom pół roku temu. Dlaczego pani mi decyzję wysłała?" No dlaczego? A właśnie dlatego, że pan o sprzedaży nie zawiadomił, na co miał 14 dni i ani dnia więcej.
Inna sprawa to wprowadzanie klientów w błąd przez lokalnych notariuszy, którzy na pytanie klienta, czy powinien gdzieś zgłosić fakt nabycia czy zbycia nieruchomości, niezmiennie odpowiadają, że nie, bo oni już sami wysyłają odpisy aktów do wszystkich instytucji. Niedawno jednak zawitali do naszego biura młodzi małżonkowie zaopatrzeni przez notariusza w wiedzę, że trzeba uregulować kwestię wymiaru podatku od nieruchomości. Bardzo nas zainteresowało, który notariusz poszedł w końcu po rozum do głowy. Cóż, notariusz był z Koszalina. Można? A no można.
Komentarze
Prześlij komentarz