Przejdź do głównej zawartości

Posty

Podwyżka bez podwyżki

Był w naszym urzędzie burmistrz, od wielu lat ten sam. Miał już swoich pupilów, którym uchodziło więcej niż innym, miał też lepsze i gorsze humory, ot, szef jak szef. Zdarzyło się, że zaszłam w ciążę, a było to u schyłku jego ostatniej kadencji. Kiedy rozkojarzenie się nasiliło, a mdłości spowodowały, że żyłam o suchym chlebie i wodzie, zmuszona zostałam do wzięcia zwolnienia lekarskiego. Nie da się skupić nad dokumentami, kiedy brzydzi Cię każdy zapach wnoszony przez klientów i koleżanki z biura, kiedy każdy dźwięk kołacze się w głowie niczym bas w dyskotece, a na samą myśl o jedzeniu odechciewa się żyć. Kiedy leżałam już w domu błagając, żeby ktoś mnie dobił, na zwolnienie odeszła również koleżanka w już zaawansowanej ciąży. W międzyczasie nastała zmiana warty, poprzedni burmistrz odpuścił kandydowanie, w jesiennych wyborach zwyciężył nowy, dla którego była to pierwsza kadencja. Po około trzech miesiącach pracy uszczęśliwił swoich podwładnych podwyżkami, i to dość znacznymi. Koleżank...

Pielgrzymki noworoczne

Co roku na przełomie stycznia i lutego mam okazję obserwować ciekawe zjawisko związane bezpośrednio z doręczaniem w tym okresie decyzji wymiarowych na podatek od nieruchomości (rolny i leśny pomijam, bo w gminie miejskiej, takiej jak moja, stanowia margines). Otóż przynajmniej raz dziennie wpada do naszego biura mniej lub bardziej zbulwersowany klient dzierżąc w wyciągniętej dłoni decyzję właśnie. I czego klient żąda? A no wykreślenia z decyzji zmarłego współmałżonka. Aby wzmocnić siłę przekazu zawzięcie wymachuje aktem zgonu, a na pytanie o postępowanie spadkowe - karpik. Nalezy tu wyjasnić, że sam fakt, że współwłaściciel zmarł, nie powoduje, że stosunek współwłasności zniknął. Ideałem byłoby przeprowadzenie postępowania spadkowego i wpisanie spadkobierców do księgi wieczystej prowadzonej dla nieruchomości, a następnie zgłoszenie się spadkobierców do urzędu gminy w celu złożenia informacji podatkowej. W praktyce ludzie nie regulują spraw spadkowych przez lata, po upływie których maj...

Jak dostałam pracę w urzędzie

  W ostatnim czasie często słychać oskarżenia o nepotyzm, czy kolesiostwo, kierowane pod adresem ludzi obstawiających dobrze płatne i znaczące stanowiska w państwie. W przypadku wielkiej polityki nie specjalnie się tym interesowałam, w przypadku małej - niespecjalnie wierzyłam. Jestem z natury łatwowierna, nie oceniam, a tym bardziej nie oskarżam dopóki sama nie zobaczę czegoś na oczy. No i zobaczyłam. Jako młode dziewczę, ledwo po studiach, postanowiłam rozejrzeć się za pracą. Ponieważ legitymowałam się dyplomem uczelni wyższej z trzema literkami bez kropki, celowałam w pracę biurową. Mieszkam w małym miasteczku, więc możliwości były ograniczone. Po wysłaniu kilkudziesięciu CV i odbyciu kilkunastu rozmów kwalifikacyjnych w oko wpadło mi ogłoszenie o naborze na stanowisko inspektora ds. dodatków mieszkaniowych w lokalnym urzędzie gminy. Złożyłam aplikację. Po dwóch dniach odebrałam telefon. Pani sekretarka cierpkim głosem oznajmiła mi, że rozmowa kwalifikacyjna odbędzie się wtedy i...

Klient nasz pan

Niektórym ludziom ogromną trudność sprawia zrozumienie, że szeregowy pracownik urzędu tego, czy tamtego jest właśnie tylko pracownikiem i nic od niego nie zależy. Chociażby dzisiaj - oburzony klient podchodzi do kasy sąsiadującego przez szklaną ściankę związku międzygminnego (stworzonego po to, by realizować założenia ustawy o utrzymaniu czystości i porządku w gminach). No, i co? I pomstuje, że opłaty wysokie, że decyzji nikt nie wysyła. No, bo niby skąd starsi ludzie mają wiedzieć, że w tym roku mają płacić taką samą stawkę, co w roku ubiegłym i to do dnia 10. każdego miesiąca? Może i nie jest to dla niektórych oczywiste, pewnie ciężko to wydedukować tylko na podstawie wnoszonych dotychczas opłat, ale to kwestia czasu i wyrobienia odpowiednich nawyków. Czy urzędy skarbowe na przykład wysyłają do podatników zawiadomienia, że do końca kwietnia są oni zobowiązani złożyć rozliczenie roczne za podatek dochodowy? No nie, a jednak wszyscy posłusznie składamy. I, o dziwo, wiemy o tym, że trze...